niedziela, 29 grudnia 2013

Rozdział 1 Nie myśl o szczęściu. Nie przyjdzie - nie zrobi zawodu; przyjdzie - zrobi niespodziankę.


~*~

Nawet jeśli czasem trochę się skarżę - mówiło serce - To tylko dla tego, że trudno mi jest patrzeć jak podejmujesz złe wybory i nie idziesz za moim głosem, lecz nie martw się tym, przejdzie jak wszystko co czasem się zdarzy...Czy to szczęście, czy to pech to i tak przejdzie i nie będziesz już dalej cierpieć...Śpij moja mała, śpij teraz i zapamiętaj głos serca to za nim podążaj bo, ono wie lepiej....

Słowa. Louise nie wiedziała czemu, ale zawsze gdy zasypiała słyszała melodię i łagodny damski głos śpiewający tą kołysankę. Zawsze miała nadzieję, że to wspomnienie jej matki, a nie jakiejś opiekunki i tej myśli chwytała się jak tonący brzytwy.
Lu wstała, zaraz zaczynała pracę, a w przerwach uczyła się. Miała przecież jeszcze szkołę do skończenia. Pracowała jako kelnerka. W dość zabawnej kawiarni, jeździła na wrotkach ubrana w strój pokojówki i z włosami związanymi w dwie wysokie kitki. Jej mundurek ukazywał o wiele za dużo, właścicielkami tego przybytku były, dwie świrnięte siostry bliźniaczki Minnie i Monica. Lu lubiła je.
-LU!Stolik 12! -krzyknęła pulchna kobieta. Kucharka (Carmen) która, zawsze na siłę próbowała wepchnąć wszystkim pracownikom swoje bułeczki i jak ona to mówiła "trochę ich utuczyć".
Jak zwykle na swych wrotkach z tacą w ręku, podjechała pod rzeczony stolik, uśmiechnęła się miło i położyła zamówienie.
Dzisiaj było jakoś dziwne, zawsze oblegana kawiarnia M&M Cafe w której, zawsze było pełno roboty dzisiaj było spokojnie... Dziwnie..
Nagle wszystko zaczęło się ruszać i drżeć jak podczas trzęsienia ziemi, a potem nagły wybuch od kuchni.,
Klienci spojrzeli się przerażeni w tamtą stronę, toteż Lu musiała uśmiechnąć się swoim uśmiechem nr 3 i powiadomić obecnych w lokalu, że to nic takiego po czym znikła w kuchni, by zastać Minnie i Monicę umorusane w czymś błękitnym i częściowo na podłodze.
Lu spojrzała na nie zdziwiona.
-Em...Lu...My...Ach, z resztą to nie ważne!-odparła Minnie otrzepując się z błękitnego proszku i wstając przy czym przewróciła siostrę. Zaczęły się śmiać. Ach... Louise zawsze chciała mieć siostrę. Ba! Ona zawsze chciała mieć prawdziwą rodzinę i wiedzieć kim są jej biologiczni rodzice. No, ale niektórzy mają pecha.
Lu nie pytała o nic po prostu wyszła i właśnie w tedy zobaczyła go.
Wysokiego opalonego mężczyznę, o długich czarnych jak smoła włosach - tak podobnych do jej - opadających na jego ramionach, zmysłowa egzotyczna twarz i te oczy! Nikt nie mógł mieć takich oczu.
Tak intensywnie jasny błękit oczu na pewno nosił soczewki, nikt nie miał takiego koloru. Jego potężna sylwetka napinała się przy każdym ruchu, a jego obcisły podkoszulek ujawniał prężące się mięśnie.
Wyglądał niebezpiecznie, jak wojownik taki egzotyczny...Jak by czegoś, a może kogoś szukał. Lousie zgoniła się w myślach że po prostu nie myśli mózgiem. Co ją obchodził ten facet?
Spojrzenie jego błękitnych oczu skierowało się na Lu która, uświadomiła sobie, że gapi się na niego odkąd wszedł. Szybko odwróciła wzrok i udała, że sprząta ladę nawet nie wiedziała czemu tak panikuje.
Nagle poczuła czyjąś obecność za sobą i lekkie chrząknięcie.
No, to po mnie...
Pomyślała Lu odwracając się i próbując przybrać uśmiech który, najprawdopodobniej wyglądał jak grymas.
-Louise Johnson?-spytał mężczyzn głębokim głosem, BOŻE, jaki on jest wielki! myślała gorączkowo bowiem, mężczyzna górował nad nią. I skąd wiedział jak się nazywa? A co najważniejsze co on od niej chciał?
 Przełknęła ślinę.
-T..Tak-odparła z jakąś taką odwagą i uniosła głowę wyżej On mi nic nie może zrobić, przecież to miejsce publiczne uff.
-Pójdziesz ze mną - powiedział mężczyzna i jak gdyby nigdy nic, chwycił ją za ramię i próbował wywlec z kawiarni
-Hej! Zostaw mnie! -wierzgała się i była zdziwiona, że nikt nie zareagował na to. Po chwili zdała sobie sprawę,  że oni chyba w ogóle go nie widzą i jej chyba też.
Nadal wierzgała się, a ten jakby znudzony jej wierzganiem i szamotaniem wziął ją na ręce i po prostu wyniósł z lokalu na rękach.
-Co ty ROBISZ w ogóle postaw mnie!-krzyknęła na niego z furią w swych zielonych oczach.
-A, nie będziesz się wierzgać? -zapytał uśmiechając się figlarnie. Zabije...
-Nie, do diabła! Puszczaj i gadaj o co chodzi! Czemu nikt nie zareagował jak mnie wyniosłeś WBREW mojej woli?Skąd znasz moje imię! Psychopatą jesteś czy co?!-darła się na niego. Lu, nigdy nie była spokojna zawsze łatwo się denerwowała, a ten typ chyba specjalnie ją prowokował. No dobrze... Może za dużo było w niej złości...
-Posłuchaj Diaa, Jestem tu by ci pomóc...Jesteś kluczem do otworzenia swojego domu...I mojego też....Atlantydy. Tak, Atlantydy nie przesłyszałaś się.... Jesteś Diaa choć nieczystej krwi to jednak....Nazywam się Kiva Ymann Ashart. I jestem - tu upadł na kolana przed nią - Strażnikiem, a dokładnie twoim Diaa -odparł wstając i uśmiechając się.
Lu stała tam zszokowana.
A-T-L-A-N-T-Y-D-A! Atlantyda! Nie wierze! Skąd on się urwał?! PSYCHOPATA jeden! Atlantyda! Też mi coś!
-JAJA SOBIE ZE MNIE ROBISZ CZY CO?!-wrzasnęła na niego znów unosząc głowę - ATLANTYDA?I co do diaska znaczy to DIAA?I myślisz teraz, że ci wierze?!-bulwersowała się Lu. Znowu troszeczkę przesadzając z tym krzykiem i ze wszystkim, ale cóż poradzić....
-Nie-odparł spokojnie znów biorąc ją na ręce - I widzę, że nie mam wyboru. Diaa to księżniczka po Atlantydzku. Jesteś księżniczką.Twój ojciec był następcą tronu twoja matka zwykłą hm...Obywatelką ,a ty jesteś ich dzieckiem, uratowanym przed zatonięciem razem z 1000 innych ludzi, a teraz zabieram cię do twego ludu. Czy ci się to podoba czy nie!-nagle jego postawa zmieniła się, a on sam warknął i wsadził ją na przednie siedzenie.....
No pięknie... Co jeszcze mnie spotka?
____________
Dzień Dobry!
Rozdział 1 i jak wam się podoba? Mam nadzieje że nie przesadziłam z nerwowością Louise?

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, Hubabuba. ^^ Pamiętasz jeszcze dawną koleżankę, która kiedyś miała inny nick, ale prowadziła pewnego bloga o Zmierzchu (do którego planuje wrócić, ale ciii). Nadal mam twój numer gg, ale swój zmieniłam, więc jeśli chcesz mogę napisać. :)

    Ciekawy pomysł na opowiadanie z zaginioną/zatopioną Atlantydą. Niestety nie daje mi odpocząć fakt, że Atlantyda jest znacznie starsza od osiemnastoletniej Lu. Opisywał ją Platon jako zatopioną w około dziewiątym tysiącleciu przed naszą erą. No chyba że tworzysz jakąś inną historię na jej temat.
    Gdy przeczytałam o nerwowości Lu myślałam, że będzie po prostu... niespokojna, taka... po prostu inna. Nie sądziłam, że będzie choleryczką. ^^
    Czy ja czuję MIŁOŹDŹ? xD

    Pozdrawiam
    www.skarb-lucyfera.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń