piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 2 Istnienie to ciągła rozkosz doznania.


***

Louise syknęła na niego - z chęcią  gdyby tylko - mogła walnęła by go czymś.
Ruszyli.
Kiva jechał bardzo szybko, niewątpliwie przekraczał dozwoloną prędkość o jakieś 100 km?W porywach do 200.
Lu z zarumienionymi polikami, sapnęła ze złości i gromiła go wzrokiem w lusterku. Co musiało wyglądać dość żałośnie.
-Czemu mnie porwałeś?! - burknęła, nadal nabuzowana złością.
-Bo, nie chciałaś iść dobrowolnie-odparł spokojnie, po czym kontynuował - A poza tym jesteś dziedziczką, następczynią tronu i kluczem do odzyskania Atlantydy. - wyjaśniał spokojnie, jakby ona była małym dzieckiem - Jak chcesz wiedzieć to nazywasz się  dokładnie Zizir Attihe Imatheine-Merettm -odpowiedział swym głębokim głosem, po czym jego spojrzenie wylądowało ponownie na niej, a dokładniej na jej włosach. Gapił się na nie i gapił jakby nagle na jej głowie wyrosły czułka. A może i wyrosły? 
-Co?-spytała Zizir zauważając jego baczne spojrzenie.-Co jest z moimi włosami nie tak?-spytała zdziwiona.Ten Gościu coraz bardziej ją zadziwiał.
-Nie, chodzi o to, że Atlantydzkie kobiety, mają włosy w różnych kolorach odbiegających od tych co są tutaj...Od jasnej czerwieni po jasny zielony...A, ty....Masz włosy czarne jak mężczyźni...To wydaje mi się dziwne.-odparł skręcając w uliczkę, a po chwili zatrzymując się pod wielkim budynkiem, chyba raczej przy ogromnej willi.
-No, to witaj w naszych skromnych progach.-powiedział widząc, jej rozdziawione ze zdziwieniem usta, Lu wiedziała, że zrobił to specjalnie.
Jak prawdziwy dżentelmen, Kiva otworzył przed nią drzwi, a zaraz potem - zanim zdążyła pomyśleć - wziął ją na ręce i przycisnął do siebie gdy zaczęła się szamotać. Oczywiście głupia nie pomyślała, że gdyby Kiva nie przycisnął jej to by dawno wylądowała na ziemi.
-Puść mnie idioto!-wrzeszczała na niego, a ten bez grama delikatności, zamknął jej usta swą wielką dłonią, tłumiąc jej jęki protestu. Ugryzła go i to nie jeden raz ale najwidoczniej ten typek miał strasznie grubą skórę albo po prostu był nieczułym idiotą. Stawiała na to drugie. Ten człowiek nie mógł być normalny. Może w ogóle nie był człowiekiem? Diabli wiedzą!
Kopnięciem otworzył drzwi i wniósł ją do pomieszczenia pełnego ludzi.
-To ona?-spytała, a raczej syknęła, wysoka i przepiękna dziewczyna nieco starsza od Lu . 
Kiva nareszcie postawił Zizir, po czym ukląkł przed kobietą. Hmm... Czyżby to była kolejna królowa?
-Tak wasza wysokość -odparł i skłonił swą głowę, jeszcze niżej dotykając podłogi.Nieznajoma otaksowała Zizir spojrzeniem.
-Jestem Amphora Isaura Merettm prawowita córka króla  Atlantydy. I  N A J W Y Ż S Z A   K S I Ę Ż N I C Z K A- Zizir po raz pierwszy pomyślała, że skoro przedstawiła się jako księżniczka to pewnie jest jej siostrą nie?
- Ty jesteś bękartem, dowodem zdrady,dzieciem z nieprawego łoża, który ma nas teraz "rzekomo" uratować - prychnęła i pewnie miała dość spore kompleksy z powodu, iż nie jest jedyną córką swojego ojca. Lu od razu stwierdziła, że raczej nie za bardzo uśmiecha jej się mieć taką siostrę...
Teraz Lu, stała tam i patrzyła się w osłupieniu to na Kivę, to na "Księżniczkę", nie wiedziała o co tu do diabła chodzi.
-Ha!-wykrzyknęła Amphora -Nie powiedziałeś jej! -teraz bardziej dobitnie, Lu spojrzała się na niego i najpierw przerażona, a potem wściekła.
-CZEMU NIC NIE POWIEDZIAŁEŚ?-wydarła się na niego, nie zważając na obecnych Atlantyjczyków, i na to że zupełnie nie wie czemu się tak denerwuje... 
-Zupełnie jak twoja matka - i tu pojawił się kolejny nieznajomy.
Wielki (dosłownie) ciemnowłosy mężczyzna, w garniturze wyglądał co najmniej jak mafioza. Ciekawe czy przypadkiem nim nie jest. Obok niego stała piękna zbliżająca się do czterdziestki kobieta o surowych rysach i białych włosach. Czyżby żona?
-A, ten to kto?Niech zgadnę....KRÓL? To jakaś komedia! Wy jesteście stuknięci! I wiecie co?Leczcie się! Ja wychodzę! -odparła, ale Kiva pochwycił ją i usadził sobie na kolanach. To wszystko to było po prostu jak dla niej za dużo.
Warknęła na niego.
-Zupełnie jak Atthi -powiedział z rozmarzeniem "mafioza", ale spojrzenie jego żony, przywróciło go do rzeczywistości, odchrząknął.
-Tak, jestem Zoran Omaro Rentendo Merettm. Kiedyś książę teraz król i twój ojciec i zanim wydrzesz się na mnie jak, Atthi...Znaczy twoja matka- reflektował się szybko - To powiem ci, że nie byłem pewien czy żyjesz, dopiero wyrocznia to obwieściła w przepowiedni. Mam nadzieje, że się cieszysz w końcu cię znaleźliśmy i wiemy jak bardzo pragnęłaś mieć rodzinę. - uśmiechnął się ciepło. Jego najwidoczniej żona mierzyła mnie chłodnym spojrzeniem jakby chciała mnie zabić.
Córka króla, młoda dama
Inna, niepodobna, odrzucona, zapomniana
Dziecię z nieprawego łoża, taka podobna, a jednak różna
Swą obecnością wzbudzi w falach radość,wzbudzi tak, że kraj zapomniany.
się wyłoni, a rubinowi strażnicy co wrót tajemnych od tysiąc leci strzegą,
Wzruszą się na syreni śpiew i obnażą przed nimi rozwiązanie i odpowiedź
Jednak pytań więcej powstanie.
A odpowiedzi mniej, ktoś ofiarę złoży, ktoś zdradzi
A ktoś poradzi. Lecz czy podoła? To nie od losu do od dziecięcia zależy...

- Powiedział kobiecy głos. Nagle z tłumu wyłoniła się kobieta (jak by się można było spodziewać) o długich, aż do ziemi  włosach niebiesko-zielonych. Niezwykle pięknych.... Oczy jej, wielkie o barwie tak białej jak śnieg.Odcień jej skóry był co dziwne i dziwniejsze dla Zizir. Był blady,bardzo blady róż.Kobieta była strasznie wysoka przez co Louise zaczynała mieć kompleksy
-Lubię cię taką jaka jesteś-szepnął jej niespodziewanie Kiva. Co o dziwo ją uspokoiło, ale jednocześnie skłoniło do myślenia i troszeczkę zdenerwowało.
-A to właśnie Raieen nasza wyrocznia-dodał Król, przedstawiając kobietę.
Lu wręcz przeraziła się gdy nieznajoma, dygnęła głęboko.
-Miło mi cię poznać wasza wysokość -skłoniła się, znów. Lu była dość tym przerażona. Przecież niecodziennie ludzie kłaniają ci się do stóp!
-Phi!Jak tam wysokość, bękart pomiot piekielny tak, ale żeby od razu wasza wysokość-mruknęła głośno Amphora. Teraz Lu wiedziała, że księżniczka lubi zwracać na siebie uwagę, zdenerwowana jej uwagą bąknęła "zamknij się", a  ta w odpowiedzi strzeliła focha.
- Och to takie urocze! - powiedziała słodkim i drwiącym tonem towarzyszka mojego ojca
- Jak prawdziwe rodzeństwo prawda kochana Isliann? - Zoran nie wychwycił sarkazmu. - Nareszcie stanowimy prawdziwą rodzinę! - i objął kompletnie skołowaną Lu, która zupełnie nie wiedziała o co chodzi.
-Rodzinę... - prychnęły pogardliwie Isliann i Amphora.
- Rodzinę? - zapytała nagle blada Louise.
To wszystko, to było za wiele zdecydowanie za wiele jak dla Lu. Nowa tożsamość, nowa rodzina, nowe znajomości. Za dużo.

_________________

No to już drugi poprawiony i jak wam się podoba ? 

2 komentarze:

  1. Fajne. Trochę za szybko się tu wszystko działo, ale nie narzekam. Amphora jest straszną debilką. Nienawidzę jej. Jej i jej matki. Ojca dam radę jeszcze przeżyć. A Kiva... Jest niewyżyty. Niech idzie wychędożyć jakąś dziewoję o włosach we wszystkich kolorach tęczy, a nie tak bezczelnie obmacuje biedną Lu.

    OdpowiedzUsuń